Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

Ks. Mariusz Berko

 

Ks. Mariusz Berko pracujący w Brazylii od 2000 roku opowiada w swoim liście o zwieńczeniu wielkiego dzieła dedykowanego brazylijskim dzieciom salwadorskiej faveli. Jest to dom, w którym one znajdą namiastkę ciepła rodzinnego i troskę ze strony wspólnoty. Dom ten jest jednocześnie pomnikiem przypominającym tamtym ludziom o naszym Wielkim Papieżu i jego Ojczyźnie.
Saramandaia, 25 lutego 2006 r.
 
Drodzy Czytelnicy!
„Dom Polski” na Saramandaia
 
Kiedy w gorące grudniowe popołudnie 2004 r. ks. bp Wiktor Skworc udał się ze mną na wzgórze śmierci, myślałem, że nie spotkamy nikogo, ze względu na niemiłosierny upał. Jednak z zaskoczeniem dochodząc do kaplicy, zobaczyliśmy grupę chłopców z gangu, lecz tym razem z wielkimi bębnami uwieszonymi na ramionach. Trudno opisać decybele wydobywające się z kilku bębnów. Jednak dla mnie ważne było to, że przyszli przywitać naszego biskupa w swój sposób. Poszliśmy do jednego z domów-baraków, gdzie tani alkohol z trzciny cukrowej i makonia, to codzienność mieszkańców. Widzieliśmy walące się mury baraków. Ludzie podchodzili i prosili o błogosławieństwo. To na tym wzgórzu, gdzie dziś mieszka około 800 ludzi, były największe potyczki gangsterskie. Ci z dołu zabijali każdego, kto był ze wzgórza. Policja strzelała do wszystkich. W ciągu ostatnich trzech lat, na czerwonej ziemi faveli zostało zastrzelonych kilkaset osób. Najwięcej chłopców w wieku 12 do 25 lat. Kiedy pytałem ich dlaczego posiadają broń, odpowiadali mi, że pistolet jest jedynym ich przyjacielem. Wszyscy są wrogami. „Gdybyśmy nie zabijali, wszyscy bylibyśmy już martwi”, odpowiedział mi, czternastoletni mężczyzna, który do dziś ma ślady kul na ciele. Kto tylko mógł uciekł z tego piekła. Pozostali gangsterzy, żebracy, kalecy i dzieci... To dla nich postanowiliśmy wybudować „dom nadziei”. Dom, w którym mogliby zatrzymać się bezpiecznie, zjeść i poczuć trochę miłości. Dzięki pomocy nadesłanej z Polski, a konkretnie ofiarom zebranym przez kolędników misyjnych w diecezji tarnowskiej, udało się nam wybudować i oddać w trzecią niedzielę lutego 2006 r. „Dom polski – Karol Wojtyła”.
 
W gorącą niedzielę 19 lutego 2006 roku przybył do nas biskup pomocniczy diecezji Salwador bp Josafa Menezes da Silva. W czasie budowy mieliśmy trochę problemów, bo materiał kupiony w dzień, w nocy znikał, mimo prowizorycznego zamknięcia. Przed otwarciem domu pewna pani postawiła nas w trudnej sytuacji. Oficjalnie stwierdziła, że wszystko, co tu na wzgórzu jest zbudowane do niej należy... i nasz dom też. Po wielu rozmowach, jedynym wyjściem było obiecać jej płacić za „pozwolenie pomagania innym”. Dwa dni przed poświęceniem, chłopcy z gangu otoczyli mnie wyraźnie wskazując, kto tu rządzi. Byłem w wielkiej rozterce, „co robić”. Wielu ludzi zastraszonych (syn tej pani zamordował już dwie osoby i jest na wolności), powiedziało mi, że na uroczystość nie przyjdą, bo się boją. Zaprosiłem wielu z poza parafii i innych wspólnot, ukazując realne zagrożenie. Jedynie biskup nic nie wiedział. Zresztą po raz pierwszy w życiu miał do nas przyjechać na favelę. Na mszę i poświęcenie domu przyszło tylko 3 osoby ze wspólnoty na wzgórzu śmierci, lecz innych, którzy zmobilizowali swe rodziny i przyjaciół, przybyło wielu. Przybyli, by stanąć w obronie tych najbiedniejszych, ryzykując swoje życie. Mała kaplica nie pomieściła wszystkich. Wysoka temperatura i olbrzymia wilgotność sprawiała, że wszyscy czuliśmy się jak w saunie. Jednak duch braterstwa i wiary zwyciężył. Owa kobieta w pewnym momencie podeszła i wyrwała mi z ręki mikrofon. Jednak przed tyloma ludźmi patrzącymi na nią z uwagą, nie była w stanie nic powiedzieć. Rozpłakała się i jedynie dodała, że cierpi tu bardzo... Podszedłem i przytuliłem ją. Biskup Jozafa podziękował naszym kolędnikom misyjnym z diecezji tarnowskiej, za ofiarę i trud kolędowania z dobrą nowiną. Porównał kolędników do ewangelicznych ludzi, którzy rozebrali dach, aby przynieść chorego przed oblicze Jezusa. „To dzieci z Polski, byli tymi mocarzami, którzy mieli tyle wiary i miłości, aby przez dach przynieść cierpiącego do Jezusa. Tu w „Domu polskim – Karola Wojtyły”, nasze cierpiące dzieci ze wzgórza znajdą Jezusa, tak w Eucharystii tu w kaplicy, jak i w posiłku, edukacji i opiece w salach budynku. Ta miłość na odległość ma wymiar wiary, która przenosi oceany, które nas oddzielają”- mówił biskup z Salvadoru. Po mszy i poświęceniu, dzieci z naszego przytułku zaprezentowały przygotowany mały występ, a dorośli zatroszczyli się o poczęstunek dla wszystkich. W tamtą niedzielę lutego, wszyscy zmęczeni i spoceni wracali do domów z wielką satysfakcją, że wypełnili misję Kościoła.
 
Jednak przed nami jeszcze wiele. Już w poniedziałek pani „Szef” wspólnoty, wypędziła panie opiekujące się dziećmi. Znów musiałem długo tłumaczyć i coś dać pani, aby pozwoliła na opiekę. Obiecaliśmy jej zadanie i pewną płacę... Obiecała, że będzie już spokojna. Dzieci przychodzą z wielką radością. Wielu pierwszy raz jadło do woli. Wielu miało lekcję jedzenia łyżką przy stole, bo większość je palcami, siedząc na ziemi w swoich barakach. Większość pierwszy raz widziała muszlę klozetową etc., bo oczywiście nie ma ubikacji w ich barakach. Taka radość bije z ich oczu w naszym nowym domu. Jeszcze raz dziękuję kolędnikom misyjnym z diecezji tarnowskiej oraz wszystkim, którzy ich przyjęli i wsparli. Proszę was jednak o nie przestawanie na modlitwie za te dzieci ze wzgórza śmierci. Wielu z nich widziało zabitego tatę, brata. Wielu z nich żyje w baraku ze śmieciami. Wielu z nich nie je całymi dniami, bojąc się wyjść na zewnątrz. Te dzieci nie mają zabawek, nie mają nawet mamy i taty, bo wielu mieszka z daleką rodziną. Wielu przychodzi pobitych, skrzywdzonych. Dzięki Wam mają dom polski, ale jeszcze wiele potrzeba, by te dzieci, choć na chwilę byłyby szczęśliwe. Pozdrawiam Was serdecznie z faveli Saramandaia w Brazylii.
 
ks. Mariusz Berko 
Brazylia 
Głoście Ewangelię 2(2006), s. 24-26