Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Grzegorz Trojan

Sekty jako jedno z najtrudniejszych wyzwań dla Kościoła katolickiego w Brazylii i zagrożenie dla tych, którzy poszukują drogi do Chrystusa, są głównym tematem listu ks. Grzegorza Trojana. Od kilku miesięcy pracuje on w Ourolândii i pisze o tym, co w rzeczywistości brazylijskiej było dla niego najbardziej zaskakujące i nieoczekiwane.
 
Ourolândia, 30 kwietnia 2005 r. 
Kochani!
 
Minęło już kilka miesięcy od momentu, w którym przyjechałem do Brazylii. Mam świadomość, że to zbyt mało czasu, by poznać tych ludzi, „wejść” w ich kulturę, ich zwyczaje i także religijność. Kilka miesięcy to zbyt mało, by zrozumieć lub raczej starać się zrozumieć to wszystko, co stanowi Brazylię. Trzeba zresztą pamiętać, że to kraj prawie 27 razy większy niż Polska i bardzo zróżnicowany kulturowo, ludnościowo, klimatycznie, a także ekonomicznie.
 
Pracuję w stanie Bahia. Nie kusze się więc, by przedstawić Wam realia całej Brazylii, a nawet tego stanu (obszarowo dwa razy większy niż Polska), chcę raczej podzielić się paroma odczuciami z pierwszych miesięcy mojej pracy.
 
Zwykle pierwsze pytania, które stawiają moi bliscy czy znajomi, brzmią: I jak tam jest? Czy się już zaaklimatyzowałeś? Jacy tam ludzie? Gdzie mieszkasz i co jesz? Czy jesteś zadowolony, czy szczęśliwy? I zapewne jeszcze wiele innych pytań mogłoby się pojawić. Ale jest jeszcze jedno pytanie, które dość często pada: Co cię tam najbardziej zaszokowało, zaskoczyło?
 
 Oczywiście jest wiele rzeczywistości zupełnie innych niż w Polsce, choćby klimat i co za tym idzie roślinność, inne zwyczaje, jedzenie, itd. Ale to jakoś można przewidzieć, można jakoś na to się nastawić, że będzie inne. Ale jest coś, co rzeczywiście mnie tu zaskoczyło. W którąś niedzielę, zaraz na początku adwentu w czytaniach liturgicznych napotykamy słowa Pana Jezusa: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono, wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz „Nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi.”
 
Usłyszawszy znowu te słowa, uświadomiłem sobie, że to jest chyba to właśnie, co najbardziej mnie tu zaskoczyło i nadal zaskakuje. Tutaj te słowa realizują się dosłownie, są aż „boleśnie aktualne” i to codziennie. W Polsce, owszem, pojawiają się czasem jacyś ludzie, jakieś grupy, np. świadkowie Jehowy, którzy próbują „nawrócić” błądzących katolików na prawdziwą wiarę. Skutki ich „misjonowania” są raczej marne, rzadko kto bierze ich poważnie i daje się wciągnąć w rozmowę czy też przechodzi na ich „religię”. No może pojawiają się jeszcze jacyś inni, czasem dziwnie ubrani, tańczący, śpiewający gdzieś na ulicach większych miast. Czasem też słyszymy o sektach. Ale słowo sekta kojarzy się z jakąś grupą, organizacją, działającą raczej gdzieś skrycie, mającą często ciemne interesy, gdzieś tam mają jakiś lokal, ale w zasadzie, jeśli ktoś nie jest wtajemniczony, to nawet nie wie, że to tu, znajduje się ich siedziba czy też „kościół”.
 
A w Brazylii? Sporo odłamów protestantyzmu – jak choćby babtyści, adwentyści. Ale spotykamy tutaj także sporo pseudokościołów, pseudoreligii, sekt po prostu. Nawet trudno jest przetłumaczyć dosłownie ich nazwy. Szczególnie mocno działają Kościół Uniwersalny Jezusa Chrystusa, Międzynarodowy Kościół Łaski Bożej, Wspólnota Boga, a także inne, mniejsze. Oni nie działają w ukryciu, wręcz przeciwnie. Mają swoje, nieraz ogromne „kościoły”, swoje reklamy w telewizji lub nawet całe kanały telewizyjne z programem 24-godzinnym.
 
Smutne to, że ci ludzie rzeczywiście wiele razy są tym wszystkich oszołomieni, zagubieni i okłamywani. Często zmieniają sobie wiarę jak przysłowiowe rękawiczki, dziś są tam, jutro już w innym kościele, potem po jakimś czasie niektórzy wracają znów na jakiś czas i znowu odchodzą. Niektórzy po takich kilku „pielgrzymkach wiary” już nigdzie nie przynależą.
 
Dlaczego to wszystko? Przyczyn jest zapewne wiele i z pewnością jestem tu zbyt krótko, by znać czy tym bardziej rozumieć przyczyny tych „nawróceń”, ale kilka z nich łatwo można przytoczyć.
 
Oczywiście, udający się do innych kościołów zawsze niemal usłyszą, że katolicy oddają cześć obrazom – a przecież Pan Bóg surowo tego zabronił i tu odpowiedni cytat wyrwany, np. z Księgi Powtórzonego Prawa. I mają wtedy niewątpliwy dowód, że Kościół katolicki błądzi, bo ma w kościołach obrazy ludzi (tzn. Świętych) i oddaje im cześć, np. na procesjach. Drugi sztandarowy zarzut i niewątpliwy dowód na to, że Kościół katolicki błądzi to chrzest dzieci, bo przecież dzieci nie mają grzechu, więc po co je chrzcić. I znów powód, by ośmieszyć katolików.
 
Oczywiście wabią oni swoich przyszłych wyznawców obietnicami rozwiązania wszystkich palących problemów ich życia – np. natychmiastowego znalezienia pracy, polepszenia sytuacji rodzinnej, odnalezienia pokoju itd.
 
Zamieszanie z pewnością powodowane jest też i tym, że tak jak w cytowanym fragmencie Ewangelii, wszyscy powołują się na Jezusa: „Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem”. I rzeczywiście mówią, że Jezus jest ich Bogiem, w nazwach swoich kościołów, mają często imię Jezus.
 
Wiem. Zapewne każdy z Was, Kochani, potrafiłby od razu odpowiedzieć na te pytania – że to pomieszanie z poplątaniem. I zapewne w Polsce nikogo nie zwabiłby czy raczej nie odciągnął od Kościoła taki czy inny pseudodowód. No tak, to w Polsce, gdzie chrześcijaństwo ma ponad tysiąc lat, a tu o połowę mniej, bo 500 i to, niestety nie wszędzie. W regionie, w którym pracuję, nikt, nawet najstarsze osoby nie pamiętają innego księdza niż ks. Alfred – niemiecki zakonnik, który pracował tu przez blisko 50 lat. Wynika z tego, że chyba rzeczywiście był on tu pierwszym, lub że przez wiele lat przed nim nie było żadnego księdza. U nas w Polsce wiara jest zakorzeniona, utwierdzona przez wieki, praktykowana. To wiara, która ma mocne fundamenty. A tu? Wielu z nich nie umie pisać, czytać, czasem nie byli nigdzie poza swoją miejscowością, poza centrum, powiedzmy, gminy, czyli około 30 km.
 
Kochani! Oczywiście trzeba zaznaczyć, że to nie dotyczy wszystkich. Jest tutaj wielu chrześcijan, którzy mają mocną wiarę, wiarę utwierdzoną, wiarę, którą praktykują co tydzień na mszy świętej lub nawet codziennie, jeśli jest taka możliwość. Jest wielu takich chrześcijan, których życie może być i jest pięknym świadectwem ich wiary, miłości do Jezusa i Kościoła. Ale jest tu ciągle aktualny czas zasiewu, zasiewu Bożego Słowa, które musi w nich się rozwinąć, by kiedyś w przyszłości przynieść plon.
 
Z zapewnieniem o modlitewnej pamięci i polecając się modlitwie 
ks. Grzegorz Trojan 
Brazylia 
Głoście Ewangelię 3(2005), s. 18 – 20