Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Mariusz Berko

List ks. Mariusz Berko opowiada o wstrząsającej sytuacji młodych w brazylijskich favelach, otwierając oczy i serca na tych, dla których nie ma nadziei, oprócz tej jedynej...w Zmartwychwstałym. 
Salwador, 27 grudnia 2003 r. 
Saramandaia - moje getto za murem.
 
Moi Drodzy!   
 
Pozdrawiam wszystkich czytelników biuletynu i przyjaciół. Czas tak szybko płynie, że nie czuje się pory roku ani jaki jest czas liturgiczny. Pór roku w Brazylii, zwłaszcza w stanie Bahia, gdzie pracuję od trzech lat, właściwie nie ma. Różnica jest jedynie taka, że w zimie jest gorąco i pada czasem deszcz, a w lecie jest bardzo gorąco i właściwie nie ma opadów. Jeśli chodzi o okresy liturgiczne, to wielkie zadanie przed nami. Moi parafianie właściwie niewiele wiedzą na ten temat, a i wystrój kościoła niewiele mówi, bo nie mamy czym wystroić.
 
Zmiany tu w Brazylii, na favelach wielkiego miasta, zachodzą powoli, a nawet niezauważalnie. Choć w moim życiu nastąpiła wielka zamiana. Zmieniono mi parafię, znad zatoki Wszystkich Świętych przeniesiony zostałem na favelę zwaną Saramandaia, prawie w centrum miasta. Niestety, favela ta jest znana z olbrzymiej przestępczości, ale zacznę może od początku.
 
Właśnie wróciłem do mojego nowego domu po wizycie w domach parafian. Przed moim domem brazylijskie dzieciaki grały w piłkę nożną, a dokładnie w „kamienia” nożnego. Bardziej to przypomina hokej. Niewielki kamień, który jest raczej motywem dryblingo niż kopania. Przyczyną nie jest bieda i brak piłki, ale brak miejsca do zabawy. Ulica z popękanego betonu ma półtora metra szerokości i 5 m długości, obmurowana jest wysokimi domami i murami. Właściwie to tunel, gdzie jakikolwiek strzał kończy się awanturą. Dzieciakom pozostaje więc przesuwanie kamienia po betonie. Jest niedaleko malutkie boisko, ale dzieciaki z mojej ulicy nigdy nie idą tam, bo nie ma gdzie uciec...No właśnie. Rozmawiając z jedną parafianką przed moim domem, wśród ogólnego hałasu faveli usłyszałem odgłos jakiegoś wystrzału, ale nie przejąłem się tym bardzo. Dopiero dzieci, które w minucie wskoczyły za mur i położyły się na ziemi, sprawiły, że domyśliłem się. Kobieta, z którą rozmawiałem, szybko wciągnęła mnie za drzwi. Wszyscy wiedzą – znowu strzelanina na naszej faveli...
 
W dniu moich imienin, 19 stycznia 2003 roku, zostałem proboszczem w parafii św. Franciszka z Asyżu na favelii zwanej Saramandaia. Poprzednie parafie, w których pracowałem, położone były dość daleko od centrum, na peryferiach miasta. Saramandaia leży prawie w centrum, tuż za dworcem głównym trzymilionowego miasta. Jednak większość ludzi, którzy tutaj przyjeżdżają, nie wie, że istnieje taka dzielnica. Saramandaia, otoczona wielkimi, eleganckimi dzielnicami ludzi bogatych, schowana jest w kotlinie, otoczona murami i uzbrojoną armią policjantów..., bo Saramandaia to favela, w której rządzą gangi, narkotyki i śmierć. W ciągu pierwszego miesiąca mojego proboszczowania zastrzelono 8 mężczyzn.... Strzały z prawdziwej broni są już normalnością na Saramandaia. Przyczyną nie są tylko napady i kradzieże, ale zemsta i nienawiść. Niespełna 200 m od mojego domu, na małym wzniesieniu, zwanym sektor A, mieszka ok. 100 osób. W niewielkiej kapliczce zebrało się kilkanaście kobiet. Jeszcze przed mszą, patrząc przez otwór, który możemy uznać za okno i widząc piękne dzielnice z kinami i sklepami, powiedziałem do siedemnastoletniej dziewczyny: „Patrz, jak ty masz blisko do kina i do eleganckich sklepów”. Dziewczyna popatrzyła na mnie jakoś dziwnie i odpowiedziała: „Ja nigdy nie byłam w kinie i przez ostatnie trzy miesiące nie odeszłam 200 m od domu”. Wtedy jeszcze nie zrozumiałem. Ubrałem się do mszy św. Podeszła młoda kobieta z dzieckiem na ręku i poprosiła o odprawienie w intencji jej zmarłego męża. Minęło siedem dni, jak odszedł do Pana. Przejęty zapytałem: „Na co umarł twój mąż?”. Kobieta, jakby zdziwiona moim pytaniem, odpowiedziała: „Tutaj mężczyzna nie umiera, tu mężczyźni giną na ulicy... Mój mąż zszedł kupić piwo. W drzwiach baru dostał dwa strzały w głowę. Miał 23 lata”. W czasie mszy weszło do kaplicy kilku młodych chłopców w czapeczkach z daszkiem. Z pewną obawą poprosiłem ich o zdjęcie nakryć głowy. Wiedziałem, że tworzą gang z sektoru A. Starsza kobieta powiedziała mi na ucho: „Oni są niebezpieczni. Zabili już wiele osób. Wszyscy mają broń”. Po chwili zdjęli czapki. Zabity mężczyzna był ich kolegą. Niektórzy z nich to dzieciaki mające 14 lat. Patrzyłem w ich czekoladowe twarze z pytaniem, które nie ustępowało z mojej myśli: „Jak długo jeszcze będą żyć? Jak wygląda ich życie?”. Ciągły lęk przed śmiercią sprawia, że uciekają, strzelają i zabijają. Czy mają wyjście? Nie. Nie ma tu szkoły, nie ma tu pracy, policja przychodzi tylko zabijać. Wychodzimy z procesją po wąskich uliczkach. Tu jest tylko ziemia. Podchodzi dziesięcioletni chłopiec z uśmiechem na twarzy i prosi o błogosławieństwo. Zobaczyłem, że ma zabandażowaną nogę. Kiedy odszedł, kobieta znowu na ucho szepnęła: „Pięć dni temu ten chłopiec strzelał się z policjantami. Dostał strzał w nogę, a mimo to uciekł. Przyszedł podziękować Bogu, że żyje... „Co znaczą wojny w świecie, kiedy na moich oczach giną dzieci, giną kobiety, giną mężczyźni... Głód i nędza, to jeszcze nic w stosunku do cierpienia rodziny, która codziennie widzi jeszcze nie zmyte przez deszcz ślady krwi swoich synów, braci, mężów, dzieci... Co znaczy brak lekarstwa czy brak chleba, kiedy jutro znowu będzie ktoś strzelał, znowu ktoś będzie leżał w kałuży krwi ...”
 
Moi kochani! Kiedy przyjeżdżałem do Brazylii, wiedziałem, że jest wiele biedy, niesprawiedliwości i zakłamania, ale nie wiedziałem, że moje listy, pełne będą opisów przemocy. Moja nowa parafia to getto zamknięte przed światem. Getto ludzi skazanych na śmieć ...Ludzie w mieście, Brazylijczycy, pytają mi się, jak tu jest naprawdę. Nikt tu nie był, niewielu wie... Długo mógłbym pisać, ale po co ...? Świat ma swoje problemy i nie chce już słuchać... Po drugiej stronie muru ludzie chodzą spokojnie, robią zakupy, siedzą przy stolikach i narzekają, że życie jest takie niesprawiedliwe wobec nich ... Boją się o jutro, boją się bardziej, że mogą stracić, niż że nic nie zyskają ...Siedzą przy pizzy i coca coli, zastanawiając się, co kupić na Wielkanoc, gdzie wyjechać na trzy dni wolne...a za murem Chrystus leży w kałuży krwi ...Co może czuć kilkunastoletni chłopiec z dwoma kulami w brzuchu, leżąc na czerwonej brazylijskiej ziemi bez nadziei na pomoc, na lekarza, na nic ... Może zadaje ostatnie pytanie: „Boże, dlaczego narodziłem się tutaj, gdzie mężczyzna nie umiera? Dlaczego nie dane mi było żyć po drugiej stronie muru...? Dlaczego nie dane mi było żyć? „Kiedy staję przy ołtarzu i patrzę w te czarne, wielkie oczy chłopców i dziewczynek, ciągle myślę, co ich czeka?
 
O księdza Mariusza bardzo się nie martwcie. Generalnie wszyscy mają szacunek do Kościoła i do kapłana. Większość dzieci z faveli przychodzi codziennie jeść w naszym centrum parafialnym. Mamy też przy parafii szkołę z 150 malutkimi uczniami (3- 8 lat). Wszystkim oczywiście musi się zajmować ksiądz. Dlatego też pierwsze dwa miesiące były pełne pracy dla młodego proboszcza. Brakuje naprawdę czasu na chwilę snu i spokojny posiłek. Wielkim plusem nowej parafii jest ładny dom parafialny, który wybudował poprzedni proboszcz, Belg. Jest więc gdzie odpocząć, ale nie ma kiedy. W następnym liście napiszę więcej o działalności charytatywnej i duszpasterskiej nowej parafii. Dziś jednak mogę powiedzieć, że mimo tej tragicznej sytuacji, czuję wielką satysfakcję z mojej służby.
 
Wiem, że moje listy są smutne, coraz bardziej przepełnione przemocą. Tak, w Brazylii największym problemem jest przemoc, która idzie od góry – od bandytów-ministrów, korupcji, oficerów policji kierującej mafiami, pospolitych przestępców, którzy nie maja litości itd. I to jest główna przyczyna nędzy i głodu dla wielu Brazylijczyków. Kraj to wielki i bogaty, ale bez prawa i moralności. Ten lud ma jednak wiarę i nadzieję ...
 
Tej nadziei życzę Wam, moi drodzy, nie tylko na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia, ale na codzienne zmaganie się z samym sobą, z niesprawiedliwością, smutkiem i samotnością. Niech te Święta dadzą Wam tę wiarę, która daje nadzieję. Nie ma przecież sytuacji bez nadziei, nie ma sytuacji bez wyjścia, nie ma cierpienia bez końca, nie ma nocy bez dnia ...
 
Niech Bóg Was wszystkich błogosławi. 
I jeszcze jedno: ... kiedy będziecie przy stole martwić się o jutro, pamiętajcie, że za murem umiera młody chłopiec z dwoma kulami w brzuchu... Jutro jest nieważne....
 
Pozdrawiam wszystkich z dalekiej Brazylii.
 ks. Mariusz Berko 
Brazylia 
Głoście Ewangelię 1(2004), s. 17 – 20.