Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Mariusz Berko

 

Ks. Mariusz Berko przebywa w Brazylii od listopada 2000 roku. Jego pierwszy prezentowany przez nas list opowiada o parafii, w której pracuje i o dostrzegalnym „brazylijskim Panteonie”.
 
Salvador, 31 stycznia 2001r. 
 
W ostatnim czasie miałem trochę przeprowadzek i podróży. Od połowy stycznia mieszkam i pracuję w mojej nowej parafii, na przedmieściach Salwadoru. Jestem wikariuszem w dwóch parafiach, na terenie których mieszka ok. 50 tys. ludzi. Pracujemy w nich wraz z proboszczem, Szwajcarem z pochodzenia, który jest w Brazylii już 33 lata. Nasze parafie to przede wszystkim wielkie dzielnice favel czyli samowolnie, z własnego materiału i według własnej koncepcji (której raczej nikt tu nie ma), budowanych baraków, murów, przybudówek itd. Generalnie prawie żaden dom nie ma dachu, choć jakiś strop zawsze jest, z drutami i innymi materiałami. W parafiach jest ok. 18 wspólnot z kościołami lub kaplicami.
 
Właściwie można by powiedzieć, że jest 18 parafii, bo każda wspólnota posiada własną strukturę. Do większości najpierw jeżdżę autobusem, a potem na nogach ok. 2 – 5 km przez bezdroża (jak już pisałem, między favelami są tylko ubite drogi lub ścieżki), krzaki, a niekiedy muszę przejść przez czyjś dom, żeby iść dalej. Do wszystkich wspólnot należy w sumie ok. 1500 osób. Jeśli doliczymy ok. 4000 parafian, którzy uczęszczają do niezliczonej ilości kościołów protestanckich, to pozostaje ponad 44 000 osób, które nie utożsamiają się z żadną religią i nie wiedzą nic o Ewangelii, poza pewnymi praktykami i zabobonami. I nasi katolicy są zagrożeni odstępstwem, bo czym się różni „nabożeństwo słowa”, prowadzone w kościele katolickim przez gorliwą starszą panią, od „nabożeństwa słowa” prowadzonego w kościele protestanckim przez pastora. Chyba tylko tym, że protestanci mają piękne kościoły z klimatyzacją, a nasze ledwie stać na wiatraczki. Niestety, nie jest możliwe, aby w niedzielę ksiądz mógł odprawić mszę św. w każdej wspólnocie. Wielkim utrudnieniem jest poruszanie się po parafii, ponieważ ja nie mam samochodu, a mojemu proboszczowi ukradziono. Niestety, policja brazylijska znalazła ten samochód. Piszę „niestety”, bo tutaj to tylko udręka. Samochód miał nowy silnik i oczywiście panom policjantom się przydał, a wsadzili jakiś stary. Ubezpieczalnia nie odda pieniędzy, bo znalazł się samochód, a policja nie da samochodu, bo nie zgadza się numer silnika... Tym sposobem obaj jednoczymy się z ludem, jeżdżąc autobusem lub wędrując pieszo.
 
Uwijamy się jak pszczółki, bo „żniwo wielkie”, ale protestanci i różne sekty, zbierają większe. Trudno wyliczyć ilość wspólnot protestanckich, które mają kościoły w naszej parafii. Jest ich około trzydziestu, czterdziestu. Na naszej uliczce, przy której mieszkamy, a która ma aż 100 m, znajdują się cztery kościoły protestanckie i plebania katolicka. Jednak trzeba przyznać, żyjemy w zgodzie. Przed chwilą, przechodząc do domu, usłyszałem jak pastor Kościoła Uniwersalnego wołał do mnie z drugiej strony ulicy: „Padre Mario, jak się żyje? Nic nie potrzeba?” Za tydzień mamy wspólnie iść do władz, aby interweniować w sprawie ... śmieci. Dość, że Lud Boży dzień i noc żyje na ulicy, z całym swym dobytkiem, to od pewnego czasu nikt nie wywozi śmieci.
 
Ale wróćmy do tematu mojego listu. Brazylijczycy ciągle są zasypywani różnego rodzaju propozycjami co do życia, rozrywki i wiary. To, co w Polsce nazywamy reklamą i co często nas denerwuje, tutaj nie znaczyłoby nic. Europejczyk, chodząc po mieście brazylijskim, jest trochę wystraszony, bo z każdej strony ktoś go „atakuje”. To mężczyzna klaszcze przy uchu, to krzyczy lub płacze, to ktoś trąbi na trąbce (po to tylko, by za chwilę zaproponować kupno). Nie będę wymieniał wszystkich form, bo to jest niemożliwe.
 
Podobnie jest z religiami. Każda oferuje to, czego życzyłby sobie człowiek. Jeżeli ktoś wstąpi do kościoła np. Uniwersalnego, to najpierw pytają się, w co chciałby wierzyć i co praktykować. Wszelkie życzenia są spełniane. Wszędzie można spotkać agitatorów. Brazylijczycy uwielbiają śpiewać i tańczyć. Z co drugiego domu i każdego kościoła protestanckiego płynie na ulicę śpiew i muzyka. Nie potrafię już określić mocy, a jedynie stwierdzę, że czasem jest nie do wytrzymania. W kościele pentakostalnym (zielonoświątkowcy), naprzeciw naszego domu, jakaś pani pastor tak głośno śpiewa i przemawia, że siedząc w domu metr od telewizora nie słyszę prawie nic poza nią. Wszystko to, aby zwerbować jak największą ilość osób. A natura Brazylijczyków jest gorąca i słaba. Bardzo trudno naszym katolikom wytrwać w wierze w takiej okoliczności, kiedy msza św. zawsze wymaga pewnego skupienia i powagi, kiedy wymagania moralne są o wiele większe, kiedy warunki „lokalowe” są o wiele gorsze. Jedna z kobiet powiedziała mi, że jest katoliczką, ale lubi pójść do adwentystów, bo tam jest chłodniej i może odpocząć. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma gorliwych, pragnących apostołować, katolików. Właśnie dzisiaj wraz z grupą młodzieży zorganizowaliśmy „kampanię”, czyli ustawiliśmy kolumny na boisku między favelami i ze śpiewem, modlitwą i moim kazaniem, zachęcaliśmy mieszkańców do udziału w „feszcie”, czyli po polsku w uroczystości odpustowej. Tu mogę poczuć się prawdziwym misjonarzem, bo przemawiałem na ulicy do ludzi, którzy nigdy lub bardzo dawno nie słyszeli Ewangelii. Nie wiem, na ile zrozumieli, bo mój język jeszcze jest daleki od doskonałości, ale przecież działa jeszcze Duch Święty. Daj Boże, aby jakieś ziarenko dało owoc.
 
Jedno jest pewne. Przy takim Panteonie religii i form życia, jakie proponuje Brazylia, bardzo potrzeba tutaj kapłanów. Potrzeba modlitwy katolików na całym świecie. Potrzeba ludzkiego serca i miłości. Nie zapominajcie o nas. Proszę Was o modlitwę, nie tylko dziś, ale w każdy dzień. Bardzo jej potrzebują wierni katolicy Brazylii i ci, którzy tej wiary poszukują. A i my kapłani bardzo Was prosimy o ten dar troski o jeden Kościół na całym świecie. Niech to będzie nasza wspólna troska. Myślę, że jest to nasza wspólna misja, bo jednoczy nas jedna wiara w Jezusa Chrystusa Pana naszego. Amen.
 
Z gorących favel, na przedmieściach Salwadoru w Brazylii
 
ks. Mariusz Berko 
Głoście Ewangelię 2(2001), s.20-22. 
P. Mariusz Berko 
rua Nilton Lopes n. 54 
Alto de Santa Terezinha 
40713-210 Salvador – BA Brazylia 
tel. 00 55 71 2180103 (com Padre Mario) u nas trzy godziny do tyłu