Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Piotr Galus

Wiemy z poprzedniego listu ks. Piotra Galusa, że przebywa on w Brazylii od sierpnia ubiegłego roku. Jacobina, skąd pisze ten list, była jego parafią przejściową. Stąd też w liście przedstawia nam już swoją nową placówkę. 
 
Jacobina, 3 lutego 1998r.
 
DRODZY PRZYJACIELE! 
 
Moja praca tutaj daje mi bardzo dużo zadowolenia i radości. Wiele razy powtarzam sobie, że nie jestem godzien takich łask, jakimi mnie Pan Bóg obdarza. Na przykład, że przychodzą do mnie ludzie by po 40, 50 i więcej latach pojednać ich z Bogiem. Tej radości z przybliżania innym Chrystusa, której doświadczam każdego dnia, zwłaszcza gdy wizytuję wioski i odprawiam tam raz na miesiąc Mszę św. nie da się opisać. Ta radość i szczęście wynagradza wszystkie trudy i ofiary, jakie trzeba ponosić. Osobną sprawą jest zwykła ludzka życzliwość, z którą spotykam się każdego dnia. Często bywam zakłopotany, gdy ludzie chwalą mnie za język, którym podobno już nieźle władam. Będzie to wyglądało na chwalenie się, ale przyrównują mnie tu do innych księży, którzy są tu znacznie dłużej ode mnie i nie opanowali dobrze języka. Jest tu jeden Austriak już 19 lat. Ludzie mówią, że ja mówię lepiej od niego. Ale to może przez to, że go nie lubią. Mój proboszcz też jest tego zdania.
 
Prawda jest taka, że rzeczywiście czuję się swobodniej, gdy chodzi o język. Nie mam większych problemów z przeczytaniem tekstu, nawet gdy go widzę pierwszy raz. Na początku czytałem kazania, bądź z książki, bądź przygotowane przeze mnie na piśmie. Wychodziło bardzo ładnie, zwłaszcza przez radio (w sobotę i w niedzielę Msza św. jest transmitowana przez lokalne radio). Ale ludzie wolą gdy się mówi, nawet jeśli się mówi z błędami. Tak więc od miesiąca mówię z głowy. Zabieram czasami karteczkę z nieznanymi mi słówkami. Na wioskach mówię bardzo proste katechezy i homilie. W mieście w powszedni dzień wystarczy, że dzień wcześniej przeczytam sobie Ewangelię. Kilka razy celebrowałem już Msze św. "specjalnie" - z okazji I Komunii, 25-lecia małżeństwa, zakończenia roku szkolnego w gimnazjum. Chrzty, śluby, spowiedzi są już sprawą normalną. Jestem zdziwiony, że wszedłem w to wszystko tak szybko. Inna sprawa, że musiałem.
 
Osobną sprawą jest tutejsza przyroda. Cudowne góry z wodospadami, las atlantycki, jaskinie. Niektóre z tych miejsc już poznałem, choć nie ma na to dużo czasu. Inne mam nadzieję, że wkrótce poznam.
 
Sprawa tęsknoty, nostalgii na razie zdaje się mnie nie dotyczyć. Gdy coś mi doskwiera trochę bardziej - telefonuję do kolegów, by sobie trochę pogadać i ponarzekać.
 
Niestety nie mogę pozostać w Jacobinie. jest już zajęta przez zakonników, którzy zgodzili się mnie przygarnąć dla "przyuczenia zawodu". W czerwcu mam odejść do Ourolandii (60 km od Jacobiny, 400 km od Salvadoru).
 
Ourolandia i Umburanas to dwa powiaty, które aktualnie nalezą do parafii Jacobina. zajmują one powierzchnię 3143 km2, a więc 1/2 naszej diecezji. Mieszka tam ok. 25 tys. ludzi, z których najwyżej 5% uczestniczy w Mszach św., gdy są odprawiane, lub celebracjach. Są tam siostry (Brazylijki), które odwiedzają 38 wspólnot. Wszystkich wspólnot w których się cokolwiek dzieje jest 52. I kilkanaście, w których trzeba zaczynać od zera. Na terenie parafii jest kilka kościołów protestanckich (niektóre bardzo agresywne, np. Asembleia de Deus). Gdy chodzi o ludzi, to są bardzo prości, przeważnie rolnicy. Duża część to analfabeci. Ciągłe susze i kłopoty z wodą pitną sprawiają, że życie jest tu bardzo trudne, a dochody z gospodarstwa mierne. W powiatach tych jest kilka małych miasteczek od 1000 do 4000 ludzi, które posiadają swoje kościoły. Nie wiem jaka jest sytuacja na wioskach. Siostry wydzieliły trochę swojego terenu pod budowę domu parafialnego. Wybudowały go przy pomocy biskupa i oczywiście zagranicy. Dom jest nieduży, ale dość wygodny jak na warunki tutaj i wystarczy dla nas dwóch. Inna sprawa, to czy zdołamy go utrzymać. Na pewno będą kłopoty z siostrami, które do tej pory sprawowały władzę nad wszystkim (łącznie z sakramentami). Ourolandia nigdy nie miała księdza. Czasami ktoś się pojawił na kilka dni by odprawić Mszę św. i sprawować sakramenty.
 
Po tym jak biskup zagwarantował. że na początku parafia Jacobina będzie nam pomagała zdecydowałem się spróbować. Niektórzy, zwłaszcza redemptoryści, którzy są już kilka lat na tym terenie i mają doświadczenia z współpracy z biskupem, odradzali mi przyjmować Ouroloandię. Ale na to by zrezygnować, będzie zawsze czas. Przez najbliższe cztery miesiące będę przygotowywał grunt pod objęcie przez nas tej parafii. Raz w miesiącu przez tydzień mam tam mieszkać i odwiedzać wspólnoty, zachęcając je do współpracy przez "dżizimo" (dziesięcinę), która jest tutaj jedną z form utrzymania się kościoła. Nie będzie łatwo. Bardzo długo walczyłem ze sobą. Ale chyba się pogodziłem z tym i myślę, że chcę stawić czoło wyzwaniu. Poza tym poznałem już trochę tych ludzi i polubiłem. Myślę, że gdy się nie powiedzie - będzie mi trudno odejść stamtąd. Ale na razie mam pozytywne myślenie. 
 
ks. Piotr Galus
 Brazylia
Głoście Ewangelię 3(1998), s. 20-22.