Strona główna
Artykuły
Biuletyn "Głoście Ewangelię"
Dom Formacji Misyjnej
Historia
Informacja
Kronika misyjna
Misjonarze diecezjalni
Misjonarze zakonni i świeccy
Misjonarze męczennicy
Księża tarnowscy na Wschodzie
Animacja i formacja misyjna
Szpital w Bagandou
Kleryckie Ognisko Misyjne
Kolędnicy misyjni
Wspomnienie o ks. Janie Czubie
Ofiarność i pomoc dla misji
Mungo Maboko

ks. Piotr Galus

Ks. Piotr Galus pisze do nas już drugi list traktujący o przeżywaniu przez niego Świąt Bożego Narodzenia w Brazylii i o przygodach, które go spotkały w Wigilijną noc. W liście wspomina również o Umburanas, miasteczku, które przez misyjne kolędowanie dzieci stało się tak bliskie Kościołowi tarnowskiemu.
 
Ourolândia, 28 grudnia 1999 r.
 
Drodzy Moi!
 
W wigilię Bożego Narodzenia odprawiałem dwie Msze św. Pierwszą o godz.1900 w miejscowości Alagadisu. Odprawiałem ją na placu pod gołym niebem i trochę nas pokropiło. Mieliśmy deszcz, ale nie było prądu. Musiałem więc założyć do akumulatora naszego samochodu małą przetwornicę prądu (z 12 V na 220 V),którą przywiozłem w tym roku z Polski. Podłączyłem do niej jedną żarówkę 100 W i mały głośnik ze wzmacniaczem. Przybyło bardzo dużo ludzi. W tej miejscowości oddalonej o 6 km od Umburanas jest tylko mała kaplica, w której mieści się zaledwie 50 osób. Na placu było około 200 -250. Dzieci przygotowały “Jasełka”. Wraz z katechetką zbudowały z liści palmowych szopkę i przedstawiły historię narodzin Dzieciątka Jezus. Drugą Mszę św. odprawiałem w mojej ulubionej wiosce - Angical (Anżikał). Ulubionej, bo wierni bardzo pięknie tu pracują, mają dużo pomysłów i stwarzają we wspólnocie bardzo miłą atmosferę.
 
Do samej wioski ledwo dojechałem z powodu rozmokłej drogi. Zaraz, gdy wyszedłem z samochodu, buty oblepiły mi się grubą warstwą czerwonego błota. Nie mogłem ustać na nogach. Za ołtarzem był położony mały chodniczek, który ofiarował ks. biskup Jairo. Zrozumiałe jest więc, że nie chciałem go zbrudzić. I tak po raz pierwszy w życiu odprawiałem Mszę św. w skarpetkach. Ludzie stali w błocie w kaplicy, chwiejąc się na nogach z powodu “obcasów z błota”, ja w skarpetkach, w albie i złotym ornacie, a moje sandały pod choinką. Scena raczej z dowcipu niż z rzeczywistości. Ludzi wstyd było, bo cały dzień sprzątali kościół, który w czasie Mszy św. wyglądał trochę jak “chlewik”, a może “stajenka”?. I gdyby nie piękny żłóbek i pomysłowa “choinka” z “sizalu” (roślina kaktusowata, z której robi się włókna na sznury), to rzeczywiście ciężko byłoby uwierzyć, że to kaplica. Podczas Mszy św. i zaraz po niej były razem cztery przedstawienia (w tym jeden taniec - wśród 4 tańczących, znana “mała katechetka” Rachela). Bardzo ładnie przygotowane. Po tym wszystkim do 200 nad ranem “cichy przyjaciel” – obdarowywanie wylosowanych wcześniej osób prezentami. W czasie tej zabawy przyszła okropna ulewa z wichrem (nawiasem mówiąc u Was w Europie też nieźle dmucha). Ludzie nie puścili mnie do domu. Bali się, że ugrzęznę gdzieś w bajorze – (niepotrzebnie). Zostałem więc na noc w wiosce. Rozmowy do godz. 400 nad ranem. Na drugi dzień, a właściwie tego samego dnia, byłem nieprzytomny i oczywiście cały czas na nogach. Trzy Msze św., chrzty, śluby i jeszcze w pełnym słońcu pogrzeb żony prefekta – protestantka, ale poszedłem. Zostałem nawet dopuszczony do głosu pomiędzy wystąpieniami licznie przybyłych pastorów. Moje przemówienie było ekumeniczne, podkreśliłem w nim ekumeniczny charakter dnia Bożego Narodzenia, który łączy wszystkich chrześcijan. Mówiłem o tajemnicy narodzin i śmierci. O naszym (katolików) współczuciu dla rodziny prefekta i o nadziei zmartwychwstania. Ale tutejsi pastorzy chyba nigdy nie słyszeli nic o ekumenizmie. Wykorzystali pogrzeb, by robić propagandę swojemu Kościołowi “Asembleia de Deus”.
 
W Umburanas Mszę św. w Wigilię odprawiał ksiądz zaproszony przez naszego ks. Biskupa. Kościół, który niedawno został powiększony, pękał w szwach. W niedzielę o 1000 była Msza św. dla dzieci. Kościół napełnił się dziećmi aż po brzegi. Dla porównania, w ubiegłym roku we Mszy św. w Boże Narodzenie odprawianej przed południem przez biskupa uczestniczyło 10 osób. Wieczorem w Boże Narodzenie ja odprawiałem w Umburanas. Nigdy nie widziałem tam tylu ludzi w kościele. Były też dwa śluby i dwa chrzty. W czasie kazania po raz pierwszy publicznie mówiłem o projekcie: “Nasze dzieci z Umburanas” i o tradycji kolędników misyjnych w naszej diecezji, prosiłem ich o modlitewną wdzięczność dla tych, którzy kolędują i dla ofiarodawców.
 
W niedzielę miałem małą przygodę z samochodem. W drodze do jednej ze wspólnot (Delfinu – 42 km od Umburanas) musiałem wychodzić z samochodu do wody, by poskładać kamieni i wjechać na mostek, który zepsuła woda. Ale udało się. Po trzech Mszach św. i ok. 150 km po dziurach i błocie, 26 grudnia 1999 r. o godz. 2300 wróciłem, do Ourolândii. 
 
ks. Piotr Galus
Brazylia
Głoście Ewangelię 1(2000), s. 31-32.